Pewnie wielu z was zna słynny amerykański plakat propagandowy z czasów II wojny światowej - Rosie the Riveter (Róża Niciarka) - opatrzony hasłem „We can do it”, przedstawiający dziewczynę napinającą swój biceps. Albo typowo PRL-owskie plakaty z kobietami z kielniami czy na traktorach. Dziś są dla nas reliktem dawnej epoki i tematem żartów, jednak ten okres naprawdę przyczynił się do rozwoju wielu aspektów emancypacji. Kobieta zaczęły zajmować stanowiska tradycyjnie przypisane mężczyznom i dobrze (a nawet bardzo dobrze) sobie na nich radziły.

A jak dzisiaj, w XXI wieku, 50 lat później, wygląda sytuacja w branżach wciąż często uważanych za typowo męskie? Takie pytanie przemknęło mi przez głowę, jako rekruterowi z kilkuletnim doświadczeniem w branży budowlanej...
Miałam przyjemność realizować dziesiątki rekrutacji na stanowiska specjalistyczne, kierownicze i dyrektorskie dla deweloperów, generalnych wykonawców czy biur projektowych i stale obserwuję rynek rekrutacyjny. Pewien obraz aktualnej sytuacji w branży budowlanej dają nam statystyki. Kobiety są jeszcze dość nieliczną siłą w budownictwie. Według badań w branży tej pracuje ich tylko około 24% - dane GUS (na 4892 mężczyzn przypada 1165 kobiet).
Ciekawa jest też specyfika zatrudnienia kobiet w budownictwie. W przeważającej części piastują one stanowiska specjalistyczne, nie zaś kierownicze. Pracują raczej w działach przygotowania produkcji, kosztorysowania, jakości, rozliczeń, projektowania. A ścieżka kariery w budownictwie prawie bezwzględnie łączy się w bezpośrednim nadzorem na budowie (ścieżka kariery może wyglądać następująco: Kierownik Robót -> Kierownik Budowy -> Kierownik Projektu/ów -> Dyrektor Techniczny). Skąd tak niewielka liczba kobiet na stanowiskach kierowniczych? Czy wciąż do głosu mogą dochodzić stereotypy na temat płci? Symptomem, który możnaby uznać za potwierdzenie tego specyficznego braku wiary w damskie kwalifikacje mogą okazać się zarobki. Zdarza się, że mając nawet większe uprawnienia i wyższe wykształcenie, nie mogą one liczyć na te same stanowiska, co mężczyźni. A jeżeli już im się to uda, z reguły zarabiają mniej, niż panowie. Średnio jest to 1000 zł mniej za ten sam zakres obowiązków. Dzieje się tak od samego początku kariery młodej „inżynierki”.
Mniejsza liczba kobiet w „budowlance” to także samo stereotypowe podejście młodych dziewczyn, które nie rozważają podjęcia studiów z kierunkach technicznych. Jeżeli same nie uwierzą, że taka droga zawodowa ma wiele atutów – wiele ofert pracy, wysokie zarobki, nowe wyzwania – dopóty nic się w omawianej kwestii nie zmieni.
Apeluję więc do wszystkich dziewczyn - „Dziewczyny na Politechniki!, Dziewczyny do ścisłych!” – pozwalając sobie na wykorzystanie hasła ogólnopolskiej akcji, o której kilka słów napiszę następnym razem.
Zdjęcie pochodzi z wikipedia.com